Szukaj na tym blogu

sobota, 11 lutego 2012

Hiszpańskie fascynacje, Teatr Wielki, Teatr Jaracza

Wypalenie?

fot. Teatr Wielki - Agnieszka Makówka

Teatr Wielki w remoncie, więc na kolejne przedstawienie zaprosił do Teatru Jaracza. Wrażenie jest niesamowite. Część orkiestry zmieściła się do orkiestronu… ale nie wszyscy. Kotły, bębny, harfa, trąbki, waltornie umieszczone zostały w najbliższych scenie lożach parteru i pietra, za szybami z pleksi.
Muzycy nie mieli dobrego widoku na dyrygenta, więc w lożach stały monitory z podglądem. Cud, że wszystko poszło dobrze, bo miałem wrażenie, że ruchy dyrygenta były widoczne na ekranach z minimalnym, ale jednak dostrzegalnym opóźnieniem. Jak dawał sobie radę Tadeusz Kozłowski nie widząc całej orkiestry nie wiem. Dość, że muzyka, ku zaskoczeniu wszystkich chyba, zupełnie nie ucierpiała, a pod batutą Tadeusza Kozłowskiego muzycy dali popis swojego kunsztu.

Na scenie można było podziwiać Ewę Majcherczyk, Ewę Vesin, Aleksandra Teligę, Sylwestra Kosteckiego, Adama Szerszenia, Joannę Woś, Agnieszkę Makówkę, Monikę Cichocką i wspaniałą w swoich interpretacjach Bernadettę Grabias. Jakby tego było mało były też sceny baletowe: pas des deux w wykonaniu Nozoumi Inoue i Sergii Oberemoka, zatańczyli też Monika Maciejewska z Gintautasem Potockasem. A i to nie wyczerpało repertuaru, bo swoimi umiejętnościami popisali się też Ludwika Maja Tomaszewska-Klimek (skrzypce) oraz Albin Brzeziński (gitara).

Niestety balet na niewielkiej scenie Teatru Jaracza, to widowisko na granicy popisu kaskaderskiego. Nozoumi Inoue raz nieomal wpadła za kulisę, a Sergii Obremok nie miał jak się rozpędzić. Skok mógłby zaczynać w prawej kulisie, a kończyć w lewej.

Pełne hiszpańskiego kolorytu kostiumy przygotowała niezrównana Maria Balcerek. Talent tej projektantki jest niesamowity. Budzi podziw jej kreatywność. Na ten jeden skromny w sumie spektakl potrzeba było chyba z szesnastu kostiumów dla solistów, nie licząc baletu i chóru. Chapeau bas.

I na tym zachwyty zakończę.

Waldemar Zawodziński stworzył może i ciekawą scenografię nawiązującą niemal dosłownie do Adolpha Appi, z wyświetlanymi na tylnej ścianie ni to dywanami o jakby perskiej prowieniencji. Nijak się to miało do Hiszpanii, a jeszcze mniej do fascynacji nią. O ile Maria Balcerek się nawymyślała i napracowała, o tyle Waldemar Zawodziński wziął kasę bez zbytniego wysiłku.

Cały koncert z dwudziestominutową przerwą trwa trzy godziny. O dobre czterdzieści minut za długo. Przy dziwnie dobranym repertuarze i monotonii widzowie ziewali niespecjalnie się z tym kryjąc.

Przedstawieniu brakuje reżyserskiej myśli, a choreografii polotu, czego po Janinie Niesobskiej się nie spodziewałem.

Była “Wielka gala operowa”, były “Gwiazdy w noc sylwestrową”, teraz “Hiszpańskie fascynacje”, a z koncertów będzie jeszcze “Gala karnawałowa”. Rozumiem trudności lokalowe, ale wygląda jakby do nich doszły jeszcze problemy z pomysłami.

9 komentarzy:

  1. Ryczacego rannego słonka nie bylo i juz wiało nudą... ;) Prawde mowiac, nie bylo zle, moglo sie podobać, mimo ze specjalnie nie gustuje w hiszpanskich tematach. Jedno jest pewne, to nie jest scena na takie przedstawienia. Siedzialam prawie na koncu i slyszalnosc byla, co tu duzo mowic, podla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryczące ranne słonko najwyraźniej nie załapało się ;)
      Ja siedziałem dosyć blisko sceny, więc kłopotów ze słyszalnościa nie było. A z tyłu nie było sychać ze względu na właściwości akustyczne sali? Czy znowu ktoś koło Ciebie sapał, zipał, charczał, kaszlał, tudzież wydawał inne zagłuszające odgłosy? ;)

      Usuń
  2. To jak jest w końcu: ranne słonko, czy ryczące, bo ja już się gubię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ranne słonko" zaryczało... tak lepiej? ;)

      Usuń
  3. Bardzo prosze nie zmieniac oryginalu!!!!!!
    "RANNE SLONKO ZARYCZALO !!!!! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi sie podoba. Bo logiczne jest, że kiedy słonko jest ranne (i je rana boli), to wówczas ryczy :)

      Usuń
  4. ....Ranne Słonko ryczeć będzie znowu....w dwóch odsłonach Madamy Butterfly! Polecam (!!!) przejść się dwa razy, dwa dni z rzędu na dwie różne obsady.... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pac-drap, Ty się lepiej bój!

      Usuń
    2. ....uściślając: podobno śpiewają naprzemiennie dwie obsady naraz w każdym przedstawieniu - jedna śpiewa "koncertową" część, druga "aktorską"....następnego (lub innego) dnia obsady się zamieniają...
      dlatego można będzie oba składy zobaczyć w dwóch różnych odsłonach... :)

      Usuń